Where are you now that I need you?

Myślę o nim.

Nie chcę o nim myśleć.

Ale myślę.

Podły, parszywy sukinsyn!

Żywi się mną.

Żywi się każdą spędzoną ze mną minutą, sekundą, spojrzeniem, którym go raczę kiedy tylko pojawię się w okolicy.

Pożera mnie.

Nienawidzę go.

To najbardziej nienaturalny stan u kobiety. Wiedzieć, że któraś inna masuje jego mózg i nie tylko to. Rzuca go, miota nim jak tylko chce. Uśmiecha się  do niego, dotyka go tam gdzie ty nie możesz. Kieruje jego myśli jak najdalej od ciebie. Gotuje z nim obiad, jedzie na zakupy, kupuje samochód, zachodzi w ciążę.

Że on ją posuwa. Że ona go kręci, że chce spędzać z nią czas po pracy, po myjni, po wszystkim. Czy właśnie był najlepszym kochankiem, czy kompletnym nieudacznikiem.

Ona. Nie ja.

Czy kiedykolwiek miałam do niego prawo? Nie. A jednak czuję się teraz tak jakby ktoś mnie rozebrał do naga na Rondzie de Gaulle’a, a każda telewizja w tym kraju zrobiła z tego sensację miesiąca. Roku.

Kurwa.

Mam w życiu wszystko. I jeszcze więcej niż większość. Którą swoją ścieżkę życiową nie zlustruję i nie rozważę na tysiąc sposobów, dojdę do tego samego wniosku. A jednak czegoś mi brakuje.

Jego.

Tego, że wsiadamy do tego samolotu, łapie mnie za rękę. Lądujemy w kraju, w którym zawsze oboje chcieliśmy wylądować. Lądujemy. Jedziemy do hotelu. Każdy do swojego pokoju. A jednak przypadek chce, że w końcu on puka do moich drzwi. Przypadek? Nie sądzę. Wpuszczam go, bo ma ze sobą butelkę wina. To jest argument, który zawsze do mnie przemówi, przecież sama nie przyznam nigdy, że on nim jest samym w sobie. Podchodzi do mnie bardzo blisko. Bo do kobiety trzeba się pofatygować. Podchodzi blisko, jeszcze bliżej, tak żeby móc patrzeć mi prosto w oczy. I dalej tylko mówi o tym, jak bardzo mnie nienawidzi. Po czym ja dodaję: teraz spełnią się wszystkie twoje sny. A potem po prostu mnie rozbiera i rżnie do nieprzytomności.

Teraz jest wszędzie. Wstaję rano i myślę o nim. Ale o nim czy o jego wyobrażeniu? Mam go zaraz pod skórą. Jest trucizną, która zatruwa moje ciało, sącząc słowa dostaje się żyłami prosto do serca. Od mózgu, przez płuca aż do stóp. Jestem zepsuta nim aż do szpiku kości. Zabija mnie. I chcę go bardzo i nie mogę chcieć. I nie chcę i nie mogę mieć. Wszystko przestaje mieć znaczenie kiedy widzę go na drugi dzień. Kiedy ściska moją dłoń, przypominam sobie jej ścisk wokół mojej szyi zeszłej nocy.

Chcę go dotknąć.

Nie mogę go dotknąć.

Podaję rękę. Ściska ją.

Jest zimna i gładka jak zawsze.

Odchodzę od zmysłów, by nie zwariować. Tracę równowagę.

Budzę się. Jesteś obok. Oddycham z ulgą.

Może inaczej. Kiedyś się tak obudzę na pewno.

Nie ma i nie będzie.

Jedna odpowiedź na “Where are you now that I need you?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s