ponad(to)

Paraliżujący krzyk.

Paraliżujący krzyk w środku nocy.

Krzyk mrożący krew w żyłach, pozbawiający cię najlepszych wspomnień, zabierający całą radość z życia.

Krzyk sprawiający, że powoli tracisz temperaturę ciała. Czujesz, że umierasz.

Krzyk w środku nocy.

Budzisz się. Głęboki haust powietrza i wody. To co się śniło nie może być prawdą. To będzie dobry dzień. Głęboko w to wierzysz, a przynajmniej chciałbyś. Jednak myśli o śnie nie mogą wyjść z Twojej głowy, przez co Ty nie możesz wyjść z domu.

Ci, którzy znają prawdziwego Ciebie wiedzą, gdzie dotknąć, żeby Cię skrzywdzić.”

Twoim największym marzeniem od zawsze było napisać książkę. Książkę bogato ilustrowaną pięknymi zdjęciami, Twoimi i Twoich znajomych. Książkę o historii życia, niekoniecznie Twojej, ale zdobioną własnymi obrazami. Lata życia poświęcone na studiach literaturowych. Spędzanie czasu na warsztatach językowych, w piwnicach twórczych, na długich całonocnych rozmowach. Wywiady, reportaże, setki, tysiące słów. Na darmo? Na pewno – za darmo.

Jedna próba wysłania artykułów do czasopisma. Odmowa. Druga próba wysłania wierszy do redakcji. Milczenie. Kilkanaście kolejnych wizyt w redakcjach, agencjach. Nic.

Ale wewnętrzna motywacja od osoby, która cały czas przypominała Ci o Twoim największym marzeniu nie pozwalała Ci spocząć. Jak ułan za ciosem, do celu. Przez kilka lat. Życie jest piękniejsze, jeśli mamy marzenia. Trzeba marzyć, żeby żyć. Trzeba realizować marzenia. One są celem. Celem, który powoli przysłania życie. Innych. Świat. Ciebie. Ale teraz poddajesz się. Padasz na kolana. Kolejne próby pogoni za marzeniami za bardzo bolą. Rezygnujesz.

I zadzwonił telefon. Że tekst się wreszcie spodobał. Ale Ty już nie masz siły. Poprzednie kilkanaście razy za bardzo dało Ci w kość. Mimo to do redakcji na rozmowę zawozi Cię Twój motywator.

Chcą Cię. Biorą wszystkie wiersze, zrobią z nich tomik. Ilustracje też  Twoje. Zdjęcia, obrazy, grafiki. Przypadkiem tekst jednego wiersza wpadł w ręce inwestora z zagranicy. Nie ma na co wydawać pieniędzy, a tekst rozłożył go na łopatki. Takie przypadki się zdarzają.

Ci, którzy znają prawdziwego Ciebie wiedzą, gdzie dotknąć, żeby Cię skrzywdzić. Niestety dzielą się na tych, którzy Cię kochają i tych, którzy jeszcze tego nie wiedzą.”

Zaczynają się spotkania z wydawcą. Przygotowujesz tomik do druku. Starannie dobierasz fotografie. Nie ma Cię całymi dniami. I kiedy wszystko jest już gotowe do wypuszczenia – inwestor zmienia koncepcję. Nie będzie wierszy – a polemiki. Nie będzie Twoich fotografii – nędzne grafiki ze stocków. Dopóki teksty są Twoje, przymykasz oko na grafikę. W końcu podpisałeś umowę. Ale do polemik wkrada się drugi narrator, decydujący. Zanim się obejrzałeś, jesteś w trójkącie – z inwestorem i narratorem. Wszyscy wokół kibicują: marzenia, MArzenia, MARZENIA!

Emocje, które Ci towarzyszą zapijasz i wciągasz. Nie sypiasz – żerujesz. Motywatorowi tłumaczysz się nieustannym brakiem czasu i koniecznością zrozumienia sytuacji, a jednocześnie niczego bardziej nie potrzebujesz jak bycia kochanym i potrzebnym. Świat wiruje i – raz pod wozem – raz na wozie. Konie poturbowały motywatora, inwestor waha się, czy odstąpić od umowy.

A Ty?

Ci, którzy znają prawdziwego Ciebie wiedzą, gdzie dotknąć, żeby Cię skrzywdzić.  Niestety dzielą się na tych, którzy Cię kochają i na tych, którzy jeszcze tego nie wiedzą. Ci drudzy nie patrzą jak włosy lecą z Twojej głowy, Ci pierwsi sprawiają, żeby żaden z niej nie spadł i jeszcze zbierają te z ziemi.”

Masz wrażenie, że dopiero co obudziłeś się z tego snu.

Rozglądasz się dookoła, ale nie ma ani marzeń ani motywatora.

Ogarnia Cię pustka. Pustosiejesz. To takie wrażenie jakbyś pozbywał się wszystkich narządów, a potem stopniowo upływała z Ciebie krew.

Paraliżujący krzyk.

Paraliżujący krzyk w środku nocy.

Paraliżujący krzyk w ciągu dnia.

Wydaje Ci się, że śnisz. Ale to Twój własny krzyk.

Krzyk mrożący krew w żyłach, pozbawiający cię najlepszych wspomnień, zabierający całą radość z życia.

Krzyk sprawiający, że powoli tracisz temperaturę ciała. Czujesz, że umierasz.

I to zaskoczenie: nie umierasz.

To Twoje życie.

I tak zajebiście ciężko unieść się ponad(to). Ponad ląd.

Niech moje teksty przemówią same za siebie. Non omnis moriar.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s