multa nocte

„Wstałam rano, założyłam ulubione kapcie, miło poczuć delikatne łaskotanie w stopy.

Standardowa droga: przedpokój – sprawdzenie temperatury (zdecydowanie za wysoka), kuchnia – lodówka i zimny sok pomarańczowy (tak przyjemnie gryzie w język i podniebienie). Pierwsza myśl: zjadłabym do tego czekoladowego croissanta.

Wciągam za duże jeansowe szorty na tyłek, zarzucam przypadkowy podkoszulek. Wkładam dychę do kieszeni, zakładam okulary, by zasłonić podkrążone oczy. Kierunek: piekarnia.

Kolejka standardowo: jak w sobotę.

Słuchawki w uszach i dobra spokojna muzyka pozwalają się nie zdenerwować. Swoją uwagę skupiam na przetrwaniu do momentu zanurzenia ust w pysznym, czekoladowym smaku. Moja uwaga jest na tyle skupiona i zaspana jeszcze, że nie zauważam przystojnego bruneta z zielonymi jak szmaragd oczami, który stoi nade mną i przygląda się uważnie. W końcu kieruje swoje oczy na niego i to jest ten moment: nagle czas staje w miejscu, krew w żyłach zamarza a ludzie obok znikają. I tak paraliżuje mnie tą zielenią, patrząc prosto w oczy pyta, czy przypadkiem nie stoję po czekoladowe croissanty, które on właśnie kupił i pomyślał, że ktoś kto wygląda w tej chwili jak ja może właśnie po to stać w kolejce. Ten moment, w którym facet myśli za ciebie – bezcenny. Ten moment, w którym facet daje ci jedzenie – bezcenny do kwadratu. Ten momentu, w którym facet myśli za ciebie dając ci jedzenie i nie boi się zakomunikować ani jednego ani drugiego – masakra.

Dziwnym trafem spotkałam go w tej piekarni jeszcze raz w tygodniu. Tym razem się sobie przedstawiliśmy, bo podobno seks z nieznajomym jest już niemodny. A seks niezależnie od tego w jakiej pozycji, z panem od croissantów był obłędny. No taki, że mózg tonął już na samą myśl, że te lazurowe oczy dotkną rzęsami twojej skóry. I taki, że zawsze był przy mnie jak budziłam się rano. I taki, że robił śniadanie.

Ale przyszedł w końcu weekend, w którym postanowiliśmy dać sobie odpocząć. Cały dzień minął mi na porządkowaniu, wyrzucaniu starych papierów, książek, skoroszytów. Papiery, papiery, papiery. W kartonach. Kartonowych kartonach. Wyrzucałam wszystko przed dom. Do ostatniego kartonu wrzuciłam też kończącą się palić świeczkę.

Nieoczekiwanie nadeszła burza. Gwałtowna. Wielka. Ogromna. Napadało tyle wody, że wszystkie moje wyrzucone papiery spłynęły do rowu, a dalej strumieniem płynęły ulicami.

Dziwnym trafem świeczka nie zgasła mimo deszczu. I popłynęła ulicami na peryferia, gdzie w ślicznym, kolorowym domku mieszkał mój przystojniak. I tak się stało, że ten dom zaczął płonąć od świeczki, którą wyrzuciłam.

Nie spotkałam go długo. Przestałam nawet chodzić do naszej wspólnej piekarni. Kamień w wodę. Słowo w mózg. Nóż w serce.

Wrócił. Okazało się, że w tym domu mieszkała też jego była dziewczyna. Której nigdy tam nie spotkałam jak bywałam, ale mieszkała. I że pożar wspólnego domu tylko przypieczętował ich rozstanie – miłość spłonęła dosłownie. Ale ona taka biedna, bez domu, bez pieniędzy nie mogła sobie poradzić. I dalej było tak, że spotykał się ze mną i z nią równocześnie. Ze mną – bo nie potrafiłam się od niego uniezależnić. Z nią – bo był do niej przywiązany.

W tym momencie już tak bardzo chciałam się obudzić. Ale sen trwał dalej.

Po drodze było jeszcze mnóstwo orgazmów i wspólnie niezjedzonych croissantów. I pewnego dnia nie wpuściłam go. Raz, drugi, trzeci, dziesiąty. Bo miałam dość. I codziennie sprzątałam w domu, wyrzucając palące się świeczki, licząc na jakiś przełom.

I on nastał. Któregoś dnia wyrzuciłam stertę tych papierów razem ze świeczką i wyszłam nawet przed blok żeby pomóc losowi. I spotkałam go. I powiedział mi, że zabił tę dziewczynę. I że tylko mnie kocha. I że tylko ze mną chce być. I padał deszcz. Taki, że nawet oczy miałam mokre. A ja patrzyłam w te zajebiście lazurowe oczy wiedząc, że ja go nie kocham i łączy nas tylko fizyczność.

I z solą na ustach się obudziłam.”

***

„Co ten sen mówi o pani?” – pyta terapeuta.

„My love is like a candle: if you forget me I’ll burn your fucking house down. A tak poważnie: dobre pytanie.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s