Dies quartus

Z czasem do dantejskich scysji dochodziło

za źle w dobrym było

gdy Jedno Drugim rządziło

gdy Jedno w Drugim znikało

wzajemnie się przenikało

 

by realnych problemów uniknąć

Wspólny ich czas na dzień i noc podzielono

by On wracał nocą złotą

a ona w dzień tęskniła ochotą

 

Kto mógł wiedzieć, że z czasem cały świat

zacznie zlewać się w Jedną Całość

Noc i Dzień

Et factum est vespere et mane, dies quartus.

dies tertius

cyrkulacje utrudniając

na przeszkodzie, ku jej trwodze

ktoś pod stopami ziemię dając

na trudności ich wystawił

Ląd stwarzając;

więc odtąd biec do niego się uczyła

burzą w dół schodząc

polem, lasem, łąką, zawilcem, przylaszczką, konwalią, stokrotką,

lecz gdy tylko palec w znanym zanurzyła

zaraz jego odnajdywała w sile przypływów;

móc wziąć ją całą w ramiona znów

Morze szczęścia się na nowo ziemią lało.

Tak powstały pory – suche – z namiętności rozdzielenia

mokre – z przypływu emocji spiętrzenia.

 

O n i    jak stały   l ą d   wśród fal.

 Et factum est vespere et mane, dies tertius

Dies secundus

A potem ktoś rzekł: trzeba ich rozdzielić, rozłączyć, rozedrzeć

oddzielić błękit pod od ponad sklepieniem

tak żeby Jedno na górze

Drugie na dole

pustkę pomiędzy na zawsze doświadczało;

lecz oni tęskniąc za sobą z niemożności przyciągnięcia

wciąż prowadzą najprostszy dialog, cyrkulując

w ciszy wymieniając się płynami

łączą niebo z wodą

 

– codziennie tak samo, niezauważenie, niestrudzenie

dryfują ku sobie jak statki na niebie

sterując wzajemnie pogodą ducha

Et factum est vespere et mane, dies secundus

dies unus

 

Serce i umysł były nieładem

Ciało pustkowiem

Marzenie o miłości unosiło się nad błękitem oczu

a jego nagłe spełnienie było zaskoczeniem

 

I od tamtej pory

Czas spędzany razem można było nazwać nocą

A czas oddzielnie można było nazwać dniem

„już teraz wiem, że dni są tylko po to, by do ciebie wracać każdą nocą złotą”

Factumque est vespere et mane, dies unus.

Polonia – vamos

O co Polska walczyła ?!

O twoje „nie wiem”

O niezdecydowanie

O narzekanie …?

Czy

O marzenia

O wolność

O ciebie ?

Więc nie pierdol, że ci źle i życie jest niesprawiedliwe

Oni oddali wszystko żeby wszystko mieć

Żebyś ty wszystko miał

Więc sięgnij po to tak mocno i tak daleko

Jak bardzo oni nie mogli

Problem – to nie problem

A od nadmiaru odwagi jeszcze nikt nie umarł

Bo każdy z nich poległ walcząc

vanitas

Imagine world in a 5 years…

Ziemia będzie się kręcić

Dziura ozonowa się zwiększy

Prąd zdrożeje

Zawory przestaną ciec

Klimatyzację usuną ze wszystkich miejsc publicznych

Jedzenie będzie smaczniejsze

Buty wygodniejsze

Ciało piękniejsze

Lata pewnie będą bardziej upalne

Zimy mniej zimne

Damn it

Za 5 lat

 

Ta sama znana ścieżka w parku obok jeziora –

Mijasz znane ci punkty, w których kiedyś deptano twoje serce

Nie krążysz po nich nawet na chwilę, idziesz na samotną kolację, zjadasz wszystko na co masz ochotę, i tak od dawna nie tyjesz, jedziesz na zakupy, przymierzasz co bądź, i tak wszystko na ciebie pasuje, a w czym jutro wystąpisz jest ci obojętne

W głowie zostaje jedna myśl: egzystuję

 

Ta sama znana kawa łagodnie pobudza twój umysł –

Rano to samo śniadanie w ulubionej piekarni, inna praca niż ta marzeń, obojętność, zniechęcenie, znieczulica

Droga do szpitala taka sama jak każdego innego dnia, leki tak samo drogie, uczelnia tak dawno nieodwiedzona

Twój dzień to cztery najważniejsze punkty: ulubiona kawa, tosty, sok pomarańczowy i pół paczki papierosów. Za operacje na NFZ zapłacisz własnym życiem

W głowie zostaje jedna myśl: słyszę

 

Ta sama wybiegana kostka, na której robiłeś koła –

Mijasz przystanki w których niegdyś rzygałeś ze stresu życiowego pędu

Przyspieszasz na skrzyżowaniu, by zdążyć przebiec, by się nie zatrzymywać, zwalniasz co kilka minut, by poprawić wentylacje płuc, pot spływa ci po dupie, adrenalina i perspektywa działania wprawiają w podniecenie, brzuch daje znać ze nie masz już paliwa – najlepszy stan zajechania się

W głowie zostaje jedna myśl: umrę

 

Ta sama wanna pełna wody –

Na około świeczki chcą podpalić włosy, woda je moczy

Powoli zjeżdżasz w dół, woda łaskocze twoje ciało, oplata biodra, zebra, piersi, nadgarstki, otula ramiona, zabiera dech w tętnicy

Zatracasz się w woni malin, zamykasz oczy, woda jeszcze chwilę pulsuje na stopach i policzkach, błędnik traci odniesienie

W głowie zostaje jedna świadomość: żyję

 

 

Idziesz

Pijesz

Biegniesz

Płyniesz

Wszystko jest jak ma być przecież nie dzieje ci się krzywda

Za wszystko jesteś w stanie zapłacić karta albo własnym zdrowiem

Wszystko jesteś w stanie oddać innym – nawet siebie

O wszystkim jesteś w stanie pomyśleć, tylko nie o sobie

Wszystko masz, wszystko przetrwasz- z zewnątrz idealny widok a więc

Niczego ci nie brakuje

Za wyjątkiem odpowiedzi na jedno pytanie

A co jeśli nie ma miłości?

Jeśli wszystko to chemia i psychologia?

Kiedy pojawia się to pytanie, trzęsąca się ręką sięgasz po białe pudełeczko, otwierasz i łykasz przedostania tabletkę

„Jutro znów trzeba będzie jechać po recepty. Fuck. Ale przynajmniej wypiję ulubioną kawę.”

Kto wie – być może przyjdzie tak żyć

Tabletka zaczyna działać, zapominasz pytanie, zapominasz kim jesteś, zapominasz co czujesz

Nie dzieje ci się nic złego

Niczego ci nie brakuje

Egzystujesz. Słyszysz. Umierasz. Żyjesz.

Błogość. Spokój. Pustka.

Odpływasz ~

assulta ad me

Deszcz gra na dachu i

jak ludzie sobie na nerwach

 

Krople lecą szybko niczym konie na wyścigu i

jak ludzie ze słowami rzucanymi na wiatr

 

Krople odbijają się od ziemi i

jak słabszy od mocniejszego – wzwyż na trampolinie

 

Krople odbijają się tworząc parabole, która wyżej ta wygrywa

Człowieku – nie mów hop, bo w końcu nie doskoczysz

do tej poprzeczki co dzień podwyższanej

i zamiast przeskoczyć samego siebie – zawiśniesz

wyciągając nogi przed siebie

 

~yolo

hauri aquis

Deszczowy poranek, jakich często teraz w Polsce.

Deszczowy, letni poranek, jakich mało o tej porze. A może i dużo – w końcu wakacje więc kiedyś musi się Polakom wypadać.

A kiedy bardziej wypada jak nie latem. Słońce, długie noce, krótkie dni. Teraz wszystko wypada.

***

Czas płynie obok.

Świat biegnie obok.

Chmury wiszą nad miastem, ciężkie, zmęczone, szukają najlepszego momentu na opad. Zrywa się wiatr, liście lecą z drzew, uderza piorun, zaczyna się ulewa, wokół panuje chaos, dzieci uciekają do domów, wydaje się, że wszystko zmierza ku katastrofie, że to się nie zatrzyma. Ale nagle życie zwalnia. Przystanki są okupowane, przepełnione ludźmi, którzy chcą się schronić.

Rozpoczyna się burza, a samochody zwalniają, ostatni piesi chowają się gdzie bądź żeby uniknąć ulewy.

Jak pięknie widać to wszystko z góry.

Mżawka frywolnie kręci włosy. Kilka kropel deszczu spada na twarz.

Kawa łagodnie opływa twoje usta, dym z papierosa sprytnie tańcuje pomiędzy kroplami. Zimno i wilgoć wnikają w ciebie, gęsia skóra pokrywa ciało, przymykasz oczy delektując się tą chwilą, poprawiasz sweter, żeby nie tracić ciepła i delektować się zapachem letniej burzy.

Świat tonie w deszczu.

Ty płyniesz obok.

Żyjesz obok.

Chwilę wisisz nade mną, oddychasz ciężko i wzrokiem szukasz we mnie najlepszego miejsca na opad. Powietrze przepływa z ust do ust coraz wolniej, co sprawia, że ciśnienie między nami rośnie.

I nagle znikasz, uciekasz jak dziecko do domu – do moich ramion, w które z pędem wpadasz i nareszcie zatrzymujesz się na chwilę. Drżysz cały i czekasz jak na przystanku, aż nadjedzie ten autobus i zabierze cię stąd.

Rozpoczyna się burza. Synoptycy zapowiadali nagłe, aczkolwiek przelotne i gwałtowne opady.

Jak pięknie móc patrzeć na to wszystko z góry.

Frywolnie kręcisz moje włosy. Kilka kropel łez spada na moją twarz.

Twoje usta łagodnie opływają moje, zimno i wilgoć jaką pozostawiasz wnikają we mnie, gęsia skóra pokrywa moje ciało tęskniąc za twoimi palcami, przymykam oczy delektując się ta chwilą, szybko zakładam sweter, żeby nie tracić twojego ciepła i zapachu.

Leżysz na dnie, zalany falą emocji.

View this post on Instagram

#phoeberudimo Via @eyes_on_co

A post shared by Somewhere Magazine (@somewheremagazine) on

Dwie różne perspektywy. Tak różne, że zdawać by się mogło, że w życiu wszystko jest na niby.

Rzeczy realne od nierealnych dzieli tylko pocałunek.

Stąd oficjalnie powiedzenie „uszczypnij mnie” warto zamienić na „pocałuj mnie”.